wtorek, 25 lipca 2017

ROZDZIAŁ XII

Włożyłam na nogi czarne botki, po czym zamknęłam za sobą drzwi hotelowego pokoju. Powolnym krokiem udałam się w kierunku sali restauracyjnej.
Już w holu słychać było gwar i muzykę. Stanęłam w drzwiach, rozglądając się wkoło i szukając polskiej kadry. Wewnątrz było mnóstwo ludzi.
Natknęłam się na wzrok Andersa, który uśmiechnął się nieśmiało i podniósł do góry kieliszek z czerwonym winem.
Polacy siedzieli jak zwykle na uboczu, okupując miejsca w tyłach sali.
- Jest i ona - zawołał z daleka Gębala
- Chyba nie myślałeś, że pójdę spać? - spojrzałam na niego mrużąc oczy
- Musiałaś dziś się tak umalować? - burknął Dawid
- A nie mógłbyś raz powiedzieć, że ładnie wyglądam? - parsknęłam zbita z tropu, po czym usiadłam obok Łukasza. Coraz bardziej było mi po prostu wstyd za Dawida, jak i za samą siebie, że jestem na tyle głupia, żeby dać się tak traktować... Było mi niesamowicie przykro, jednak przełknęłam ślinę i utrzymywałam uśmiech na twarzy. Zauważyłam, ze Marcelina bacznie nam się przygląda. Popatrzyła na mnie wzrokiem pełnym współczucia, wzdychając ciężko.
No cóż...Wszyscy już wiedzieli jak jest między mną, a Kubackim. Nikt przecież nie jest ślepy, każdy ma oczy. Nie trzeba być szczególnie doinformowanym, żeby nie widzieć tego chłodu z jego strony.
Dziewczyny zawodników zjechały do Garmisch, by przywitać Nowy Rok, wspólnie ze swymi drugimi połówkami. Najliczniejsza ekipa znajdowała się prawdopodobnie przy stoliku Austriaków oraz Niemców. W zasadzie to właśnie ich kobiety miały najbliżej, więc odległość nie stanowiła żadnej przeszkody.  Miło patrzyło się w ich kierunku, kiedy uśmiechy nie znikały im z twarzy.
Inaczej było natomiast u Norwegów, gdzie przyjechała jedynie dziewczyna Forfanga.
- Nad czym kombinujesz? - zapytał Hula stukając swoim kieliszkiem o mój.
- Ciekawa jestem reszty sezonu - uśmiechnęłam się - Wiesz...Co przyniesie Nowy Rok. Czy nastąpią duże zmiany.
- Mam nadzieję, że zmiany nastąpią, ale nie będą wybitnie drastyczne.
- W zasadzie to raczej tego nie unikniemy... Zobaczymy za niedługo.
- Blondyna nadal nie w sosie? - kiwnął w stronę Dawida dyskutującego z Żyłą - Anka, wdrąż zasadę Nowy Rok=Nowa Ja. Nie możesz dłużej żyć tak jak żyjesz.
- Gdyby to było takie proste...Ty umiałbyś zrezygnować z Marceli? Nawet gdyby Wasz związek przechodził cholernie ciężki kryzys?
Stefan zamilkł i westchnął ciężko.
- Właśnie... - dodałam
Po dłuższej chwili, gdy wszyscy już okupowali talerze, muzyka przycichła, a z miejsca wstał Alex Stoeckl. Na sali zapanowała cisza, a trener Norwegów odchrząknął głośno.
- Korzystając z okazji, że jesteśmy tutaj wszyscy... Pierwszy raz spotykamy się razem w tę Sylwestrową Noc. Odkąd pamiętam, każdy team spędzał ten czas wśród swoich. Cieszę się, że w tym roku postanowiono zorganizować to troszeczkę w inny sposób. Prawda jest taka, że nie dzielimy się na swoich i...tamtych. Razem tworzymy jedną drużynę, niezależnie od reprezentowanych barw. Razem świętujemy zakończenie sezonu w Planicy, więc przyszedł czas na świętowanie nadejścia Nowego Roku. Nowy Rok, nowe plany, ambicje, nowe stawiane przed sobą cele. Mam nadzieję, że przyniesie nam on zadowolenie, mnóstwo sukcesów i nowe rekordy - uśmiechnął się szeroko - Pragnę podziękować mojej drużynie, organizatorom tego wieczoru oraz wszystkim tu zgromadzonym za zeszły rok oraz sezon i tym samym życzę spotkania się za rok w tym samym gronie! JUBEL!
Gromkie brawa rozeszły się po sali, a muzyka znów zaczęła grać.
- Hola, hola! W takim razie ja też chcę coś powiedzieć! - Tom wstał od stołu i wyszczerzył zęby. Muzyka znów przycichła, co nieco poirytowało dj'a siedzącego w kącie sali - Ziomkowie... Jesteście najlepszym co mnie w życiu spotkało. Gdybym nie skakał, to zapewne siedziałbym w jakiejś norze na drugim końcu Norwegii, łowił ryby i od czasu do czasu odwiedzał miasto żeby ściągnąć jakiś haracz... Dziękuję Wam za ten cały rok, w którym musiałem się z Wami użerać. Całe szczęście ostatnio nie idzie mi za dobrze, więc jest nadzieja, że trochę od Was odpocznę - uśmiechnął się pod nosem - Ann! - skierował wzrok na mnie wznosząc kieliszek ku górze - Twoje zdrowie! Nasza Smerfetko w Dolinie Smerfów jesteś nowa więc... Też się wypowiedz - zarechotał głośno po czym usiadł jak gdyby nigdy nic.
Wszystkie oczy skierowały się w moim kierunku. Fala gorąca zalała mnie od góry do dołu, a kołatanie w klatce piersiowej, które poczułam w momencie wypowiedzenia przez Toma mojego imienia, nie pozwalało mi nabrać wdechu.
W końcu wstałam nieśmiało, biorąc do ręki kieliszek z winem.
- Nigdy nie byłam dobra w przemówieniach - zaczęłam w końcu - To taki swego rodzaju chrzest na nowym? - skierowałam pytanie do Toma, który tylko rechotał diabelsko - Skoki przewijały się w moim życiu odkąd pamiętam. Chciałam nawet kiedyś skakać, ale niestety nie pozwolono mi - w tym momencie po sali rozeszło się ciche "ouuu" - Ale! Jak widać, nie tak łatwo mnie zniechęcić - roześmiałam się -  Bo jednak jestem tu wśród Was. Co prawda nie w takiej formie, w jakiej wymarzyłam sobie w swojej dziecięcej główce, ale cel zdobyty! Nie obejdzie się również bez podziękowań - na mojej twarzy pojawił się uśmiech, a strach przed przemową znikł na dobre - Na początku pragnę podziękować Tobie Łukasz - skierowałam swój wzrok na Kruczka - Po całej mojej przygodzie ze stażem, postanowiłeś dać szansę tej niepozornej dziewczynie jaką byłam niewątpliwie ja i dać szansę wykazania się jako stały członek załogi. Jestem tu nie tylko dzięki swojej determinacji i upartości, ale przede wszystkim dzięki Tobie i Twojemu zaufaniu. Mimo, że masz swoje humorki, to Ty jesteś tu szefem i zawsze stawiam Cię jako wzór - mrugnęłam w jego stronę - Wiem...Lizus - mruknęłam ciszej śmiejąc się razem z resztą - Następnie drugi Łukasz - tutaj odwróciłam się do Gebali - Jeśli ktoś kiedykolwiek będzie szukał idealnie dobranego zawodowo teamu, to zapraszam do nas. Takich trzech, jak nas dwóch, nie ma ani jednego! Oczywiście dziękuję zawodnikom, bo bez Was, Waszego zaangażowania, ciężkiej pracy, bez tych hektolitrów wylanego potu...Nie było by nas. Nas czyli tych, którzy czuwają nad tym, żeby wszystko poszło w jak najlepszym kierunku. Dziękuję Tom, że dałeś mi dojść do słowa! - wyszczerzyłam zęby - Tom, Anders, Daniel! Bo bez Was ten sezon nie byłby tak kopnięty jak jest teraz.
Tobie Dawid, że jesteś - nakierowałam wzrok na Kubackiego, mimo, iż nie chciałam go uwzględniać w tym wszystkim - Całej reszcie zawodników, trenerom, organizatorom... Zdrowie! - wzniosłam kieliszek ku górze - Oby było nam dane spotkać się w tym samym gronie, w przyszłym Roku i sezonie!
Gromkie brawa rozniosły się po całej sali, a dj po odczekaniu chwili ponownie włączył muzykę.
- Nie wiedziałam, że z Ciebie taki mówca - zaśmiała się Marcelina
- Też nie wiedziałam... - odpowiedziałam biorąc ogromny łyk wina
Po chwili większość sali znalazła się na parkiecie. Atmosfera wewnątrz była niesamowicie radosna i...rodzinna. Zniknęła rywalizacja z konkursów, wyścig o najlepsze miejsca, oraz to wewnętrzne skupienie towarzyszące każdemu podczas zawodów.
- Chodźmy zatańczyć. Wszyscy świetnie się bawią - zaczęłam chwytając Dawida za rękę
- W zeszłym sezonie był spokój i każdy siedział osobno - burknął pod nosem
- W zeszłym sezonie byłeś zupełnie inną osobą - westchnęłam wstając z miejsca - Idziesz?
- Nie - odparł i odwrócił się w kierunku Piotrka.
Nie miałam zamiaru denerwować się jeszcze dzisiaj. Prychnęłam śmiechem, po czym udałam się w kierunku kolorowych świateł wirujących po parkiecie.
- Myślałem, że wrośniesz w to krzesło! - chwycił mnie za rękę Hilde - Zabierałem się z zamiarem przyjścia po Ciebie, ale...nie chciałem, żeby Kubacki witał Nowy Rok z limem pod okiem. Wiesz jak to jest...Jaki początek Roku, taka jego pozostała reszta!
- Szkoda czasu na podbijanie oczu - skwitowałam i wciągnęłam w tłum ludzi.
W głośnikach rozbrzmiało dobrze wszystkim znane "I'm an Albatraoz", przy czym Tom totalnie się odpalił, wywijając jak szalony. Wszyscy widząc to, stworzyli wielkie koło zostawiając nas w środku. Po chwili dołączył do nas Kenneth wraz z totalnie pokręconym Granerudem. Nie miałam pojęcia co w tym momencie uskutecznialiśmy, ale płakałam ze śmiechu.
Norweskie Panieńskie Darii nijak miało się ku temu co właśnie działo się w Garmisch.
Już nikt nie siedział. Wszyscy skakali, krzyczeli, śpiewali i poruszali się komicznie w rytm dźwięków wydobywających się z głośników. Nie patrzyłam w stronę polskiego stolika. Wiedziałam, że Dawid i tak nie wstanie z miejsca... Miałam cichą nadzieję, że przynajmniej dziś, będzie stwarzał lekkie pozory. No cóż...Nadzieja matką głupich jak mawiają.
Czas płynął szybko, została zaledwie godzina do północy.
Wymęczona szaleństwem i wymieszanymi gatunkami muzycznymi, zeszłam z parkietu kierując się ku stolikowi.
- Ann... - zaczepił mnie Anders, który również miał powoli dość.
- Tak? - zatrzymałam się na chwilę
- Ślicznie wyglądasz - bąknął rumieniąc się przy tym
Uśmiech mimowolnie pojawił się na mojej twarzy.
- Ann, porywam Cię z powrotem - zakomunikował Hilde łapiąc mnie za rękę - To nasza piosenka!
- Od kiedy "Waka Waka" to nasza piosenka?
- Nie wiem! - roześmiał się - Od dziś!
- Już dość... - odparłam - Muszę chwilę odpocząć.
Daj ludziom żyć Hilde!
- No niech będzie, ale! Za chwilę masz wracać!
- Za chwile jest północ, więc idziemy przed hotel podziwiać niebo - skwitowałam i ruszyłam tam, gdzie podążałam wcześniej.
- A król stołka gdzie? - zapytałam Marceliny
- Nie poszedł do Ciebie? - zdziwił się Stefan
- Nie dotarł... - odpowiedziałam zdezorientowana
- Ktoś do niego dzwonił i zwinął się jakieś 20 minut temu, mówiąc, że idzie się trochę poruszać - dodała Marcelina - Może poszedł do pokoju?
- Trzymaj! - powiedział Stefan, podając mi swoją kartę pokojową - Może faktycznie. Źle się poczuł, albo dzwonił ktoś z rodziny.
- Dziwne to wszystko - dodała Marcelina - Przecież odkąd pamiętam byliście jak te papużki nierozłączki.
- Jak widać, nic nie trwa wiecznie - dodałam biorąc kartę od Stefana.
- Ania czekaj - wstała od stolika i ruszyła za mną - Co się dzieje?
- Gdybym sama wiedziała... - westchnęłam - Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Czasem brakuje mi już sił, a niektórych spraw nie można tak po prostu zamieś pod dywan.
- Nie jest tak, że Dawid ma pretensje o Norwegów?
- Problemy zaczęły się latem, kiedy nie miałam z nikim kontaktu, poza naszą ekipą...
- Chciałabym żebyście się dogadali...
- Nie Ty jedna... Idę go poszukać. Za chwilkę wychodzimy na zewnątrz. Wrócę za jakiś czas - rzuciłam po czym ruszyłam w stronę wyjścia.
Pokój Dawida i Stefana był na samym końcu korytarza na drugim piętrze. Korzystając ze schodów, zdecydowanym rokiem udałam się na górę.
- Cholera gdzie polazłeś kretynie? - powiedziałam do siebie lekko podenerwowana.
Gdy w końcu dotarłam na miejsce, przyłożyłam kartę do czytnika, chwyciłam za klamkę i lekko pchnęłam drzwi przed siebie.
W pokoju panował półmrok, na ziemi walały się ubrania, a z łazienki dobiegały szepty i śmiechy.
W jednym momencie zmroziło mnie. Wewnątrz mnie trwała walka. Rozum mówił mi "Wyjdź! Tam jest coś czego nie powinnaś oglądać". Jednak głos mówiący "Idź tam i miej to za sobą!" był znacznie silniejszy i pchnął mnie wgłąb pokoju. Stanęłam w drzwiach łazienki i w jednej chwili dotarło do mnie, że moje obawy po zniknięciu Dawida nie były bezpodstawne. To co tam zobaczyłam sprawiło mi ból jakiego nigdy dotąd nie poczułam. Ból, który przeszył całe moje ciało.
Dawid jednym ruchem odsunął się od półnagiej Darii, która zdawała się nie przejmować tym, kto stoi w drzwiach.
- Boże... - jedyne co zdołałam z siebie wtedy wydusić. Zrobiłam parę kroków w tył, potykając się przy tym o własne nogi. Wyszłam z pokoju nabierając powietrza w płuca... Już po chwili biegłam przed siebie pustym korytarzem. Nie wiedziałam w jakim kierunku zmierzam. Łzy w ekspresowym tempie napłynęły mi do oczu, nie pozwalając na przejrzysty odbiór obrazu. Szum, który pojawił się w mojej głowie powodował, że kompletnie nie wiedziałam co dzieje się wokół mnie
- Ann! - ktoś krzyknął za mną.
Wszystko działo się tak szybko. Nie wiedząc kiedy, znalazłam się na zewnątrz, a minusowa temperatura od razu dała się we znaki. Nadal biegłam wprost przed siebie, nie zważając, gdzie stawiam kroki. Moje buty dawno przemokły od topniejącego śniegu na chodniku.
Setki pytań bez odpowiedzi kłębiło się w moich myślach.
"Cholera czym zawiniłam? Dlaczego wszystkie te parszywe rzeczy spotykają akurat mnie? Gdzie podział się Dawid, z którym byłam szczęśliwa, z którym nie chciałam rozstawać się ani na chwilę? Dawid, który mimo kłótni zapewniał mnie o swoich uczuciach...Pieprzony egoista!!
Daria? Nasza nierozłączna czwórka... Przyszła panna młoda..."
- Ty cholerny dupku!! - krzyknęłam - Ty pieprzona dziwko!
Oparłam się o pobliski murek nie mając pojęcia co ze sobą zrobić.
Przeszły mnie dreszcze, kiedy zimny wiatr dmuchnął w moją stronę. Kucnęłam nie mogąc złapać tchu. Płakałam jak nigdy dotąd. Pękało mi serce...Rozpadało się na miliard drobnych kawałków.
- Ann stój! - usłyszałam
- Zostaw mnie! - krzyknęłam odpychając od siebie osobę, która dobiegła do mnie
- Cholera Ann to ja! - złapał mnie kurczowo za ramiona Anders
Nie chciałam z nikim przebywać, usiłowałam się wyrwać.
- Wszyscy jesteście tacy sami! Puść mnie!
- Uspokój się do cholery!
Krzyczałam, płakałam i usiłowałam się wyrwać, jednak był silniejszy.
- Już dobrze - objął mnie mocno, gładząc po głowie.
Poddałam się... Jak małe bezbronne dziecko. Wtuliłam się w Norwega, kiedy moje łzy nasiliły się jeszcze bardziej.
Po chwili zdjął swoją bluzę i otulił mnie nią.
- Co się stało? - zapytał ujmując moją twarz w dłoniach.
- Nie chcę tam wracać...
- Idziemy do hotelu. Nabawisz się jakiegoś zapalenia...
- Nie wracajmy tam...Proszę... - powtórzyłam
- Obiecuję Ci, że pójdziemy prosto do pokoju. Nie spotkamy nikogo po drodze.
- Anders...Zostaniesz dziś ze mną na noc? - wyszeptałam
- Zostanę... - popatrzył na mnie wzrokiem pełnym współczucia ale i strachu.
Chwycił mnie za rękę po czym skierowaliśmy się z powrotem do hotelu.
Droga powrotna zdawała się nie mieć końca. Śnieg, który wcześniej prószył delikatnie, zamienił się w prawdziwy lodowy wir. Nie minęliśmy ani jednej osoby. Wszyscy byli na zewnątrz, za hotelem. Odliczali czas pozostały do końca tego dnia... Podziwiali kolorowe niebo, składali sobie noworoczne życzenia, dzwonili do bliskich... Niektórzy mieli ich przy sobie... Byli szczęśliwi...

***

W pokoju, zdejmując tylko buty, od razu położyłam się na łóżko. Anders zapalił małą lampkę na stoliku nocnym i usiadł obok mnie.
- Przyniosę Ci coś ciepłego do picia - okrył mnie kołdrą.
- Nie chcę...
- Musisz się rozgrzać, strasznie zmarzłaś i...
- Przytul mnie proszę - jedyne co zdołałam wycedzić przed kolejną nadchodzącą falą łez.
Położył się obok obejmując mnie mocno. Przez uchylone okno dało się słyszeć wystrzeliwane w niebo fajerwerki oraz cicho rozbrzmiewającą muzykę z sali na parterze.
- Chcesz porozmawiać? - odgarnął moje włosy z czoła.
- Nie. Tylko mnie przytul i bądź dziś przy mnie - wtuliłam się w Norwega, czując jego ciepło i słysząc rytmiczne bicie serca.




__________________
Hej... Ten rozdział powstał jako pierwszy wraz z epilogiem... Przed prologiem i wszystkim innym. Dlaczego? Chyba przez kłębiące się we mnie w tamtym czasie emocje. Przez coś, co kiedyś dotyczyło mnie samej. Dzięki temu zrodził się pomysł na pisanie. Później powoli już tylko układałam zdanie po zdaniu, usiłując dotrwać do TEGO momentu, żeby później móc tworzyć mimo wszystko ciężką, ale i piękną historię ;)

5 miesięcy spędziłam poza granicami kraju, oderwana od wszystkiego. W zasadzie to żadne wytłumaczenie, bo i tam mogłam coś wstawić... Przepraszam...

*Mimo, że nie jestem fanką takiego rodzaju muzyki to...kocham jego album "Purpose" :v

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz