sobota, 4 lutego 2017

ROZDZIAŁ XI

Powołanie Dawida na ostatni w tym roku konkurs, było dużym zaskoczeniem nie tylko dla sztabu, ale i samego zainteresowanego.
Kubacki ledwo przyjechał, a już zdążył wyprowadzić Kruczka z równowagi. Omijając treningi, udając się tylko i wyłącznie na kwalifikacje, ściągnął na siebie lawinę łacińskiej wiązanki ze strony najwyższego.
Zrzucając winę na korki na drodze, pogarszał tylko sytuację. Widzieliśmy się w przelocie. Nie miał czasu na chwilę rozmowy, ani wspólne zjedzenie obiadu tuż po kwalifikacjach. Nie dowiedziałam się więc dlaczego postanowił jechać, a nie lecieć, czy chociażby tego czy w ogóle miał zamiar przybyć do Garmisch, nawet wtedy, gdy nie dostałby powołania.
Zaraz po obfitym posiłku udałam się wraz ze Stefanem na zabieg relaksacyjny.
- Pojechałabym na jakieś dłuższe wakacje. Może jakieś ciepłe miejsce jak Hiszpania... Kiedy ostatnio byłam gdzieś odpocząć? - pomyślałam - Poleżeć na leżaku i cieszyć się słońcem. Patrzeć w morze i myśleć o niczym... Jeeeezu...jak mnie bolą plecy. Hmm...czy zrobiłam już uciski?
- Jeszcze nie.
- Co? - wydusiłam wyrwana z myśli
- Póki co, smyrasz mnie tylko po nodze - roześmiał się Stefan widząc moją dezorientację
- Powiedziałam to na głos? - dopytałam nie mogąc powstrzymać się od śmiechu
Hula odwrócił się na plecy i usiadł na kozetce.
- Ziemia do Anki - złapał mnie za barki i potrząsnął, śmiejąc się przy tym
Usiadłam obok niego
- Wszyscy wiemy o napiętej linii z Łukaszem - zaczął
- Wieści szybko się rozchodzą. O sytuacji z Danielem pewnie też wszyscy trąbią? - wtrąciłam.
Przytaknął, bębniąc palcami o uda.
- No tak... - westchnęłam - Powiedz mi... Zrobiłam coś złego?
- Zrobiłaś to, co zrobiłby każdy na Twoim miejscu. Ale, że mamy iskry w kadrze...
- Nie można nikomu ufać...
- Dokładnie - objął mnie ramieniem - Nie martw się. Przecież nie odeślą Cię z tego powodu do domu. Jakbym sobie bez Ciebie poradził?
- A ja bez Ciebie?
- Nie chce mi się już tutaj leżeć - mrugnął do mnie - Idziemy na grzańca?
- Jestem za! Dawid gdzieś przepadł, więc nawet do niego nie dzwonię.
- Ale chyba cieszysz się, że spędzicie razem Sylwestra...
- Cieszę się... mimo wszystko.
- Anka...
- Idziemy? - wyciągnęłam przed siebie dłoń, czekając, aż Stefan ją chwyci.

Garmisch było cudnie zasypane śniegiem, który dodatkowo lekko prószył z nieba.
Festyn Noworoczny, który trwał w najlepsze nieopodal naszego hotelu, przyciągał co roku mnóstwo ludzi. Było gwarno, a w powietrzu unosił się zapach smażonej kiełbaski i grzanego piwa.
Dzieci biegały w koło, rzucając się śniegiem, a dorośli siedzieli na ławkach bądź chodzili między straganami śmiejąc się i  głośno rozmawiając.
Zatrzymaliśmy się przy jednej z wielu drewnianych budek, by kupić grzane piwo z dodatkiem pomarańczy i pachnących goździków.
W taki dzień jak ten należało nam się w stu procentach.
Spacerowaliśmy środkiem ścieżki, aż w końcu zatrzymaliśmy się przy pobliskim murku. Opierając się o niego patrzyliśmy w dal wprost na zasypane w oddali góry.
- Fajnie, ze do nas trafiłaś - zaczął Stefan
- Szkoda tylko, że w tak kiepskim momencie...
- Daj spokój. Dziś byłem najlepszym z naszych. Nigdy wcześniej nie miałem tak dobrego sezonu! A kto się opiekuje moimi obolałymi mięśniami?
- Dobrze już, już - szturchnęłam go w ramię
Nagle ktoś złapał Stefana od tyłu w pasie, ściskając najmocniej jak się dało.
- Marcelina?! - krzyknął totalnie zdezorientowany i zaskoczony
- Niespodzianka! - roześmiała się brunetka całując go najczulej jak się dało. Zaraz potem i ja znalazłam się w jej objęciach.
- Kiedy przyjechałaś? Jak? Z kim? - setki pytań wylewały się z ust Huli - Chyba nie sama? - skarcił ją po chwili
- Ah, oszalałeś - zaczęła - Zabrałyśmy się z Dawidem. Wpakowałam się mu do samochodu razem z Żyłką i Stochową - zakomunikowała ciesząc się jak małe dziecko.
- Plan idealny - dodałam z uśmiechem. Wewnątrz jednak...czułam lekki ucisk i było mi przykro, że Dawid nie potrafił w tak świetny sposób przywitać się ze mną...
- Norweskie zdrowie, za polskie zdrowie! - usłyszałam tuż obok, kiedy to czyjś kufel brzdęknął o mój. Ani się obejrzałam, a jaskrawo-pomarańczowy osobnik obejmował mnie ramieniem.
- Tom? Co Ty tutaj robisz? - zapytałam totalnie zaskoczona
- Przyleciałem złożyć Ci życzenia Noworoczne - zakomunikował - Które to już? - dodał po chwili wskazując na mój kufel
- Mój drogi - zaczęłam - Koneserzy delektują się smakiem. Nie potrzebują dużej ilości...
- To tak jak ja - roześmiał się głośno, swoim charakterystycznym, piskliwym śmiechem
- Czyżby? - popatrzyłam na niego wzrokiem, który w zasadzie mówił wszystko
- Zostawiamy Was w takim razie - poinformował Stefan - Nie będziesz zła?
- Jasne, ze nie. Spędźcie czas razem. Zobaczymy się wieczorem na "imprezie"
Wiecznie zakochana dwójka oddaliła się od nas, zostawiając nas samych.
- Jak tam po świętach? - zapytał Tom
- Znowu się objadłam. Jak co roku - zaśmiałam się
- Mnie niestety nie wolno - rozłożył ręce w geście bezradności.
- Tom...Chciałabym o czymś porozmawiać - zaczęłam
- O nie... Będzie poważnie?
- Pamiętasz jeszcze o liście, który do mnie napisałeś?
Norweg wyraźnie zakłopotany, podrapał się nerwowo po głowie rozglądając przy tym wkoło.
- W zasadzie to nic takiego. Takie tam bazgroły w napływie emocji. Bez sensu i w ogóle nie powinnaś na to zwracać uwagi.
- A tak szczerze?
Norweg stanął na przeciwko mnie odkładając grzańca na murku.
- A tak szczerze to dawno z nikim tak się nie zżyłem i do nikogo nie miałem tak wielkiego zaufania. Wiem, że to strasznie infantylne i cała moja osoba jest infantylna. Dużo gadam, dużo robię. Czasem nie pomyślę...
- Ale oboje wiemy jak wygląda sytuacja u mnie...
- Wiem...- westchnął wbijając wzrok w ziemię - Chciałem tylko żebyś wiedziała, że obojętnie co by się działo to...jestem.
Patrzyłam na niego jak mała dziewczynka, na swojego wyimaginowanego najlepszego kumpla z dziecięcych lat.
- Będziesz moim norweskim wikingiem na białym reniferze? - bąknęłam szturchając go w ramię
- Wariatka! Chodź tu - przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
- Jak mnie wyrzucą ze sztabu za nogę Daniela, to wyślę CV do Was, dobrze?
- Już je wprowadziłem do naszej głównej bazy danych - roześmiał się w swoim stylu.

***
Wchodząc do hotelu zauważyłam Dawida wykłócającego się o coś w recepcji. Przyglądałam się całemu zajściu z boku. Po chwili poirytowany blondyn odszedł na bok wyjmując telefon z kieszeni. Wyglądał jakby szeptał, albo mówił bardzo cicho, tak jakby nie chciał by ktokolwiek go usłyszał. Co miało znaczyć to wszystko? Nawet nie wiedziałam czy tak naprawdę chcę się dowiedzieć...
- BOO! - ktoś złapał mnie za barki od tyłu
- Jasny gwint! - odwróciłam się w momencie - Anders czyś Ty oszalał?! - szepnęłam stukając się w czoło
- To nie ja się chowam za kwiatkiem i szpieguję - mrugnął szczerząc zęby
- Właśnie miałam wiązać buta... - wymyśliłam na poczekaniu
Anders spojrzał w dół i oparł się o ścianę, krzyżując ręce.
- Popatrz... Zawiązał się sam - pokręcił głową z niedowierzaniem, przyjmując pełną powagę na twarzy.
Parsknęłam śmiechem również spoglądając ku dołowi.
- Magia...
- Oczywiście zawitasz na dzisiejszym spotkaniu?
- Jasne - uśmiechnęłam się - W końcu to moja pierwsza taka impreza.
- I pierwsza wspólna. Zazwyczaj było tak, że każda kadra spędzała ten wieczór osobno. Dobrze! Więc leć się szykować i do zobaczenia później...Scherlocku Ann - zaśmiał się Fannemel, po czym udał się w stronę restauracji.
Dawid zniknął z horyzontu.
- Szlag! - syknęłam i pokierowałam się na trzecie piętro.
Parę sekund po tym jak zamknęłam za sobą drzwi pokoju, usłyszałam wściekłe pukanie. Wzięłam głęboki wdech nosem i odwróciłam się na pięcie chwytając za klamkę.
- Błagam, niech to nie będzie nikt ze sztabu... - zamknęłam oczy i otworzyłam drzwi
- NIESPODZIANKA! - krzyknęły dwie roześmiane, dobrze znane mi osoby
- Co... co wy tu robicie? - wydusiłam będąc w totalnym szoku
- Nie cieszysz się? - zapytała Sara przekraczając próg, po czym uścisnęła mnie mocno.
- Jasne, że się cieszę ale... jak? - zapytałam nadal nie wiedząc co się dzieje
- Idealna historia na ten wieczór - wtrąciła Lidia - Masz czas prawda? - dodała patrząc na kurtkę, którą nadal miałam na sobie.
- Pewnie nie masz alkoholu. Ale... NIE MARTW SIĘ! Wszystkim się zajęłyśmy - dodała Sara wyjmując litrowe, różowe, półsłodkie wino.
- Pewnie, że mam czas. Dopiero co wróciłam i... o Jezu jak się cieszę, że Was widzę!
Zrzuciłam z siebie kurtkę, buty i wskoczyłam wraz z przyjaciółkami na łóżko. Ich oczy były przepełnione pozytywną energią, mnóstwem emocji i radością, która biła od nich z każdej strony.
Co jak co, ale tej dwójki nigdy bym się tutaj nie spodziewała.
- Mademoiselle! Kieliszki na już! - podyktowała Lidia, lądując w szafce, gdzie znajdowało się odpowiednie szkło.
- Przyjechałyście same? -zaczęłam
- Oszalałaś! - krzyknęła Lidia
- Czyli większą ekipą? - pytałam dalej, totalnie zaciekawiona
- Dokładnie! Wynajmujemy apartament, który stoi jakieś 300m od Twojego hotelu.
- Po co dzwonić, skoro można przyjść i zrobić  Ci niespodziewankę - wtrąciła Sara
- Jesteście szurnięte! Kogo jeszcze tutaj przyniosło?
- Daria, Pablo, jego znajomi, plus paru naszych
- Ogólnie piętnaście osób - wyszczerzyła zęby Lidia
- Daria? - wybuchłam śmiechem
- Wiesz jak z nią jest... Pablo wszystko opłacił, więc nie narzekała... - pokręciła głową Sara
- No tak...
- Była miła i uśmiechnięta całą drogę, mimo, że Pablo w pakiecie dorzucił wypad na skoki.
- A wiesz, jak ona nie znosi mrozu, a już tym bardziej skoków - dodała ruda
- Aż się nie chce wierzyć - roześmiałysmy się głośno - Cieszę się, że jesteście.
- Przyjdziesz do nas prawda? - spojrzała na mnie Lidia
- Nie wiem...Mamy w hotelu małe przyjęcie, po czym po północy lecimy do łóżek... Rano zawody.
- Oj Anka nie daj się prosić! Weźmiesz Dawida i przyjdziecie do nas.
- Naprawdę nie wiem... Będą wszyscy skoczni i sztaby...
- Nie męcz jej - Sara szturchnęła w ramię Lidkę - Nie wypada żebyś nie szła, prawda?
- Właśnie... Całe szczęście impreza będzie dla wszystkich kadr. Także nie będzie tej chorej, dobijającej atmosfery.
Cieszyłam się niesamowicie z przybycia moich dwóch siostrzanych duszyczek. Nie spodziewałam się, że najbliższe nasze spotkanie będzie w Niemczech, do tego w Sylwestra łączonego ze skokami.
Istna magia.
Nie nacieszyłyśmy się jednak sobą zbyt długo. Czas zasuwał w gigantycznym tempie, aż w końcu byłyśmy zmuszone się pożegnać.
Miałam godzinę na zrobienie się na bóstwo, kiedy to znów rozległo się pukanie do drzwi.
- Cholera, pójdę na dół w dresie - mruknęłam
- Cześć skarbie, ja tylko na moment - rzucił Dawid stojąc w drzwiach, opierając się o framugę
- Nie wejdziesz? - zapytałam zaskoczona
- Nie mam teraz czasu i...
- Dawid, widziałam Cię w holu jak kłóciłeś się z recepcjonistą. Coś się dzieje?
- W holu... - zaczął zbity z tropu - Tak... Nie, to nic takiego. Po prostu zepsuł nam się prysznic w pokoju.
- I o to zrobiłeś awanturę? - dopytałam
- Muszę jeszcze iść do Gębali, spotkamy się na dole? - zapytał bez większych emocji
- Nie przyjdziesz po mnie?
- Nie trafisz? - przewrócił oczami
- Ah... - odchrząknęłam - Jasne, ze trafię. Idź już i widzimy się później... - ponagliłam go
Zamknęłam drzwi, nabrałam powietrza w płuca i ruszyłam do walizki, która leżała w kącie. Zawsze brałam ze sobą tylko niezbędne rzeczy. Całe szczęście w porę przypomniałam sobie o przyjęciu noworocznym i wrzuciłam coś odświętnego. O ile tak można nazwać czarne rurki oraz delikatną, bladoróżową koszulę z cieniutkiego, ledwo wyczuwalnego materiału z czarnymi wstawkami.
Prysznic, splecenie włosów, makijaż...Chcąc nie chcąc, te czynności zajmują kobiecie trochę czasu.
- No dalej Anka, dziś musisz wyglądać pięknie - powiedziałam do siebie podkreślając rzęsy tuszem - Jak przywitasz Nowy Rok, tak będą wyglądać jego kolejne dni!
- Jeszcze tylko jeden mały szczegół - sięgnęłam do kosmetyczki przekopując ją od góry do dołu w poszukiwaniu szminki, która miała uzupełnić całość. Dobrze wiedziałam, że Dawid za nią nie przepada, ale za to ja ją uwielbiałam. Poza tym... Koniec robienia wszystkiego pod jego widzi mi się.
- Jest! - wydęłam usta i nadałam im delikatnego malinowego koloru.

________________
Hai :)
Mamo, wróciłam! Co na obiad? :D
Wiem! Obiecałam po Bożym Narodzeniu, a za chwilę Wielkanoc...
Działo się tyle rzeczy odkąd rozpoczął się Nowy Rok, że nie miałam kompletnie czasu. (w życiu nie przeżyłam tylu niesamowitych momentów w tak krótkim czasie :x ).
BARDZO Was przepraszam, gdyż obiecałam, a wyszło jak zwykle...
Widziałam zaproszenia na Wasze blogi. Nadrobię <3
Następny rozdział już powstał i kolejny też. Naniosę tylko drobne poprawki i można publikować :)
Miłego czytania i do zobaczenia przy wywracającym życie Ann o 180stopni...ROZDZIALE XII ;*

Zdarzyło się Wam kiedyś spotkać na swojej drodze osobę, która zachwyciła Was całym sobą w jednej sekundzie, a Wasz wewnętrzny głos mówił wtedy "Tak! To on! W końcu znalazłaś. No dalej kretynko, zrób coś z tym! To ten i żaden inny! A jak jakimś cudem, nie będzie Ci dane być bliżej niego, to umrzyj w samotności, bo ten facet to Twoje drugie pół pomarańczy"... I wtedy wiecie co się dzieje? Mija rok, a Ty dalej słyszysz ten wewnętrzny głos i zdajesz sobie sprawę, że przepowiednia o samotności chyba się sprawdzi... :v 

8 komentarzy:

  1. Super rozdział! Czekam na kolejny❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem! Super 😍 z niecierpliwością czekam 😘❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć, jestem tu nowa... i te wszystkie inne banały 😉. Fakt, faktem zaczęłam czytać dopiero dziś i się z tego cieszę (bo przerwy między rozdziałami były dłuuuugie, a ja chyba umarłabym z niecierpliwości). Mam nadzieję, że XII pojawi się niedługo i życzę Ci weny do pisania kolejnych 😊.

    PS. Tak, znam to uczucie... i jeszcze kilka(naście) innych, które towarzyszą trafianiu do tzw. "friendzone" oraz traceniu zupełnie kontaktu z kimś takim. Nie życzę Ci tego z całego serca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Już po niedzieli ^^
      Wybaczcie mi ale jestem totalnie zabieganym człowiekiem :v

      Usuń
  5. Kolejny świetny rozdział. Już nie mogę się doczekać tej imprezy. Na pewno będzie o czym poczytać w kolejnym rozdziale :)
    Nie bardzo wiem o czym się rozpisywać, więc... Niech to będzie taki krótki komentarz.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń